Version: PL | EN
Piątek, 22 lutego 2019 r. imieniny: Małgorzaty, Marty, Nikifora
Fundacja Tatrzańska

WYDARZENIA

WYDARZENIA 12 sierpnia 2016 wyświetleń: 640
Tematy: Obóz pod namiotem (3) | Smoky Mountains (3) | Tennessee (3) | Stationary Tent Camp (1) |

Sukces obozu pod namiotem w Great Smoky Mountains.

Zdobyli 3 szczyty najwyższych gór w Smoky Mountains National Park, zobaczyli wodospad, spotkali się z Indianami i wrócili, zdrowi, cali, wypoczęci, a także szczęsliwi.


30 lipca 2016 roku tj. w sobotę spod siedziby naszej Fundacji w Summit wyruszyło 20 osób czyli 5 ojców ze swymi pociechami na obóz stały pod namiotem do Great Smoky Mountains National Park w Tennessee.

Podróż trwała około 10 godzin, na miejsce dojechali już po północy, gdzie z autokaru obozowicze przenieśi się tylko na polowe łóżka w rozłożonych i przygotowanych 2 namiotach. Zadbali o to:  sam Prezes Fundacji - Bogdan Ogórek wraz z Mariuszem Kot, którzy to wyjechali do Tennessee dobę wcześniej.

Jeśli chodzi o dzieci, to najmłodszy uczestnik miał 5 lat, a "najstarsza" młoda uczestniczka liczyła sobie 16 lat. Średnia wiekowa tatusiów to 43 lata, a więc piękny wiek.

Każdy dzień obozu był zaplanowany jeśłi chodzi o wycieczki w góry i inne niespodzianki. Dzień rozpoczynał się śniadaniem, a po turystycznych wypadach, wieczorem był ciepły, świeży i przygotowany przez tatusiów posiłek, kapiel w rzece, ognisko, przy którym znalazła się i krótka modlitwa, a także rozmowy, żarty czy tez obozowo- góralskie piosenki.

Niedziela była dla wszystkich takim dniem wypoczynku po podróży, uczestnictwem we Mszy Św. niedzielnej,  krajoznawczą wycieczką autobusową po okolicy, kąpielą w pobliskiej rzece i przygotowaniem posiłku.

Zaraz w pierwszy dzień turnusu, jeden z najmłodszych uczestników Michał Ogórek zauważył koło namiotów coś co nie wzbudziło w nim lęku, ani strachu. A był to dość długi sobie - grzechotnik. Ale Bogdan Ogórek - kierownik obozu, znając bezpieczny sposób na pozbycie się niego, udał się do pobliskiego sklepu i zakupił gałki naftalinowe, Obłożono nimi całe obozowisko i kiedy wrócili po całodziennej wyprawie grzechotnika już nie było ani wtedy, ani do końca trurnusu.

Poniedziałek - choć z przygodą - to  rozpoczął tydzień wypraw w góry, zdobywanie szczytów górskich, wycieczek, zabaw i innych niezaplanowanyck atrakcji w miesiącu,  gdzie Great Smoky Mountains Service obchodzi swoje 100-letnie urodziny.

I tak rozpoczęto od zdobycia Chimny Tops, którego zdobycie zabrało 2 godziny. Na szlaku można było zobaczyć odcinki dróg kaskadowych i kilka kładek, piękne kwiaty jak np, rodendrony. Chimny Tops jest jedną z nielicznych gór Smoky Mountains, która ma goły szczyt skały. Jest ona położona 4,800 stóp ponad poziomem morza.

Następnego dnia wybrali się szlakiem turystycznym do zabytkowej wioski,  gdzie zwiedzano domy wybudowane w 1850 roku, młyny oraz farmę. Mieli również bardzo ciekawe spotkanie z czarnym niedźwiadkiem, który przebiegł im drogę przed samochodem.

Środa to dzień, w którym po przejściu szlakiem turystycznym zdobyli kolejny szczyt, a mianowicie Clingmans Dome - 6,643 stóp ponad poziom morza. Jest to najwyższy punkt w Great Smoky Mountains National Park, najwyższy w stanie Tennessee i 3-ci najwyższy szczyt na wschód od Mississippi. Jest to szczyt, z którego z jednej strony widać Tennessee, a z drugiej strony North Carolina. Dzielnie dotarli prawie wszyscy na wierzchołek tej góry poza tymi najmłodszymi  obozowiczami, którzy zrezygnowali prawie przed końcem - a była to nie lada wspinaczka na tym kamienistym odcinku. Na szczycie Clingmans Dome byli na wieży widokowej, która oferuje spektakularny 360 stopniowy widok na Smoky Mountains. Mogli zobaczyć niekończące się widoki grzbietów i dolin wzdłuż drogi.Występują tam powszechnie chmury i niskie temperatury nawet o 20 stopni C , niższe niż w   nizinach, a to za sprawą lasów iglastych; jodłowo-świerkowych. Szczyt Clingmans Dome nasi dzielni obozowicze i obozowiczki zdobyli w 3 godziny.

Następnego dnia wyruszyli wszyscy na kolejny szlak turystyczny. Były to LaurelFalls. Wodospady te są wysokie na 80 stóp. Składają się z dolnej i górnej części, przedzielonej  chodnikiem. Laurel Falls są jednym z najbardziej poopularnych miejsc w National Park.

Po powrocie znad wodospadu dzieci łowiły ryby w pobliskiej rzece (a mogły to robić bowiem mieściły się w granicy wieku do 16 lat - bez pozwolenia). I Kuba Rzadkosz okazał się tym szczęśliwcem bo złowił pstrąga długości 9 cali. A więc kolacja była zapewniona. Wujek Mariusz - świetny znawca grzybów i nie tylko, bo też doskonale zna się na rybach - dał lekcję pokazową -wszystkim jak wypatroszyć rybę i przygotować ją do zjedzenia. Zaraz potem usmażono tego pstrąga i choć każdemu dostało się tylko po malym kęsie, to wszyscy byli bardzo zadowoleni.

Piątek był wypadem do indiańskiego miasteczka Cherokee. Indianie przybyli i osiedlili się w Great Smoky Mountains okolo 1000 roku. Było więc zwiedzanie miasteczka, muzeum, pamiątkowe zdjęcia z Indianami.  Wszyscy podziwiali również popularną wśród indiańskich dzieci zabawę, zawody, w których brali udział chłopcy w wieku od 4 - 12 lat, a gra ta była połączeniem gier: lacrosse i rugby.

Ostatni dzień obozu - jesli chodzi o zwiedzanie- czyli sobota, była zaplanowanym wyjazdem, a następnie wspinaczką na szczyt góry LeConte, położonej 6,593 stóp ponad poziomem morza. Jest 3-cim co do wielkości szczytem w Parku Narodowym oraz w całości znajdującym się w stanie Tennessee. Góry LeConte to jedne z najwyższych szczytów Appalachów. Mają one 4 wierzchołki, a jeden z nich Cliff Tops został zdobyty przez naszych obozowiczów. Widoki ponoć przepiękne, a sam szczyt płaski jak kamień. Ta wspinaczka naszych dzielnych turystów trwała 3,5 godziny w jedna stronę.

I tak nadszedł dzień pożegnania się ze Smoky Mountains National Park czyli niedziela, gdzie po śniadaniu wszyscy rozbierali obozowisko, pakowali się do autobusu by ruszyć w drogę powrotną do Summit-Chicago, a na miejsce dotarli w niedzielę po północy.

Obóz dla ojców z dziećmi - "Szkoła przetrwania" trwał od 30 lipca do 7 sierpnia 2016 roku.  Jako 2-ga inicjatywa Fundacji KulturyTatrzańskiej (poza kolonią góralską) tego lata 2016 okazała się bardzo trafiona, ku wielkiemu zadowoleniu przee wszystkim dzieci, które tymrazem były pod opieką tylko swoich ojców.

A ojcowie: świetnie się spisali jesli chodzi o opiekę, troskliwość, zabezpieczenie swoim pociechom wspanialego wypoczynku letniego pod namiotem, atrakcji, a także dobrze zadbali o ich ciało i żołądki. Dzieci nie tylko nie chodziły głodne, ale zawsze miały zapewniony ciepły posiłek, jak np, zupę grzybową z uzbieranych grzybów - a grzybobranie było, oj było - czy też inne ugotowane w kociołku na terenie obozowiska.

                 Nikomu nic się nie stało. Wszyscy wrócili cali, zdrowi i szczęśliwi.

Naprawdę można byłoby - tym wszystkim ojcom - wystawić dyplomy uznania za wspaniałe zaliczenie  "Szkoły Przetrwania." Mamy nadzieję, że to był 1-szy stopień, a następne będą realizowane w kolejnych latach - może w innych miejscach  Stanów Zjednoczonych.

 

E.M.


aktualizowano: 2016-10-19
Wszystkich rekordów: